TOP 10 najbardziej upiornych klientów agencji SEO

TOP 10 najbardziej upiornych klientów agencji SEO


Co kraj, to obyczaj. Co branża, to inna specyfika pracy, ale też inni kontrahenci. W branży marketingu internetowego, gdzie efekty pracy nie zawsze są widoczne natychmiastowo, a usługi bywają niezrozumiałe, mamy do czynienia z kilkoma szczególnymi przypadkami klientów, którzy spędzają nam sen z powiek. Sprawdź, czy nie jesteś jednym z nich!

Ofiara

Klient z uśmiechem opowiada o dobrze prosperującym interesie, który warto wypromować w sieci i to na szeroką skalę. Zna możliwości marketingu internetowego, dopytuje o dodatkowe opcje. W końcu decyduje się na pełen pakiet usług, wszak pozycjonowanie warto wesprzeć płatnymi reklamami oraz oczywiście zbudować społeczność na Facebooku. Klient idealny? Nic z tych rzeczy. Po przesłaniu wyceny zaczynają się schody. Płacz i zgrzytanie zębów okraszone opowieściami o tym, jak to został już wielokrotnie oszukany przez złych wspólników i agencje, które zabrały pieniądze i nie wykonały usługi. W związku z nadwyrężonym zaufaniem prosi o rabacik. Połowa ceny może będzie w stanie go przekonać. Być może.

Omnibus

Łatwo go rozpoznać, ponieważ już na wstępie informuje wyniośle, że świetnie zna się na tym, co robimy. Zanim otrzyma jakąkolwiek propozycję współpracy, wielokrotnie podkreśli, że nie da się oszukać i wie, że możemy zastosować wiele chwytów marketingowych, aby przekonać go do swoich usług. Nie z nim takie numery! Ten Klient lubi wspominać o swoim dyplomie, a w stopce e-maila często prezentuje zdobyte tytuły. Jeśli brakuje mu wykształcenia, na pewno ma szwagra, który zna się na rzeczy i jest jego osobistym doradcą.

Dusza towarzystwa

Jest zdecydowany i szybko podpisuje umowę, ponieważ znajomy powiedział mu, że pozycjonowanie będzie dla jego strony dobre. Zwykle nie ma nawet elementarnej wiedzy o usłudze, którą chce kupić. Wszystkie decyzje opiera na tym, co ktoś mu powiedział, wszak swoim znajomym ufa bezgranicznie. W trakcie trwania współpracy zazwyczaj przypomina sobie, że ma znajomego, który ma znajomego, pozycjonującego swoją stronę i ma inne ceny/inne wyniki/inne słowa kluczowe. Jest przekonany, że pozycje w Google można kupić na kilogramy.

Dłużnik

Zalega z płatnościami, ale udaje, że nic się nie stało. Co kilka dni wysyła e-maila z informacją, że dzisiaj został wykonany przelew, a kiedy kwota nie wpływa na konto, okazuje się, że:

a. nie wie, jak to się stało i obiecuje uiścić opłatę raz jeszcze;
b. z niewyjaśnionych przyczyn zablokowano mu właśnie konto (oczekiwanie na wyjaśnienie banku to 14 dni gratis zwlekania);
c. nie wie, o co chodzi, bo przecież przelał pieniądze, ale nie może wygenerować potwierdzenia, gdyż nie ma takiej opcji na stronie jego banku;
d. wypadło mu pilne spotkanie, dlatego nie mógł dokonać wpłaty w obiecanym terminie i zrobi to dziś wieczorem.

Zawsze przy tym przeprasza, obiecuje i żali się na ciężkie życie. Sytuacja powtarza się kilkukrotnie. Kiedy w końcu usługa zostaje wstrzymana, nie kryje oburzenia i poczucia krzywdy, jakiej doznaje.

Mściciel

Podpisuje umowę, ponieważ zorientował się, że na pierwszych miejscach w wyszukiwarce jest jego znienawidzony konkurent. Od tej chwili jego misją jest wyprzedzenie go. Wprawdzie zdaje sobie sprawę, że pozycjonowanie jest procesem ciągłym i na wyniki trzeba trochę poczekać, ale… Już dzień po podpisaniu umowy dzwoni z pytaniem o pozycje swojej strony. Tak na wszelki wypadek. Bez przerwy dopytuje, co robimy, by to on był na pierwszym miejscu. 4 minuty po każdym wysłanym e-mailu dzwoni z pytaniem, czy dotarł, bo nie widzi jeszcze odpowiedzi.

Jego ulubione pytanie to: Co jeszcze?

Czasem bez ogródek prosi o „zaspamowanie” konkurencji bądź „wyrzucenie ich z Google”.

Gangster

Najczęściej posiada stronę z problemami – filtrem Google, po atakach hakerskich, z wadliwą optymalizacją i kradzionymi tekstami. Mimo wzmożonej pracy, efekty są trudne do osiągnięcia, co daje mu jeszcze większe pole do popisu. Po każdym miesiącu współpracy dzwoni z groźbami zerwania umowy, straszy prawnikami oraz negatywnymi opiniami, które napisze o nas i umieści w internecie. Jest chamski, przeklina i nie pozwala dojść do słowa. Rzuca słuchawką w taki sposób, że musi to powodować częste awarie jego aparatu. W kopiach e-maili ze swoimi uwagami zawsze załącza naszego szefa.

Leniuszek

Nigdy nie daje nic od siebie. To klient, którego nie można doprosić się o dane dostępowe, bo nie ma pojęcia, gdzie ich szukać. Jego strona najczęściej jest wyjątkowo minimalistyczna, gdyż wychodzi z założenia, że i tak nikt nie będzie jej czytał. Jeśli jakimś cudem da się przekonać do zamieszczenia na niej treści – zwykle jest ona skopiowana. Wszystko robi opieszale i po najmniejszej linii oporu. Aktywny wyłącznie w wymaganiu efektów. Nie mamy pojęcia, dlaczego właściwie chce się pozycjonować.

Ninja internetu

Jest pracownikiem działu marketingu, czasem nawet jego szefem. Pracodawca zleca mu promocję strony w sieci, on jednak wykłada się już na założeniu skrzynki e-mailowej. Taka osoba wymaga szczególnej opieki i zdwojonej liczby raportów, bo ze względu konieczności szczegółowego przedstawienia wyników zarządowi musi dużo wiedzieć. Podpisując umowę, rozpoczynamy żmudny proces jego edukowania. Ten typ można rozpoznać po tym, że zadawane pytania powodują, że mamy problem z udzieleniem na nie odpowiedzi: Co to znaczy, że użytkownik „kliknie”?

Detektyw

Z zapałem tropi wszystkie działania w nadziei na znalezienie błędu. Każdą propozycję zmian czy usprawnień traktuje jako próbę zamachu i wciśnięcie kitu. Do podjęcia decyzji potrzebuje serii danych porównawczych. Nie zna się, ale z przyjemnością się wypowiada. Sprawdza nas, konsultując nasze działania z innymi agencjami SEO i czerpie perwersyjną satysfakcję z informowania nas o tym.

Gawędziarz

Od momentu nawiązania pierwszego kontaktu wykonuje setki telefonów, by porozmawiać o swoim biznesie i ewentualnej współpracy. Znamy imię jego żony. Wiemy, gdzie byli ostatnio na wakacjach za oczywiście ciężko zarobione pieniądze. Jest pełen entuzjazmu, gotowy do działania. Właściwie mógłby już podpisać umowę, ale ciągle targają nim wątpliwości. Po dwóch miesiącach negocjacji z trudem udaje się go przekonać do korespondencji e-mailowej. Zajmuje niesamowicie dużo czasu. Ciężko wzdycha do słuchawki i ma dar do dzwonienia w nieodpowiednim momencie – piątek, godzina 15:50 to jego ulubiona pora.

Dostrzegasz siebie w jednym z ww. typów klientów?

Nie martw się na zapas. Nasz zespół „pierwszego kontaktu” został dobrany nieprzypadkowo – widział już prawie wszystko i jakimś cudem wciąż ma w sobie ogrom tolerancji oraz cierpliwości. Właściwi ludzie na właściwym miejscu! Ale pamiętaj – Twoja kultura biznesowa może być jednym z czynników wpływających na pozycje Twojej strony w wyszukiwarce 😉

 

20 Komentarze

Dodaj własny
  1. 1
    Piotr

    Aż się dziwię, że macie klientów z takim podejściem. Rozumiem, że można być zakochanym we własnym biznesie ale bez przesady. Z tego wpisu wywnioskowałem, że Wy jesteście jedyną słuszną racją. A klient ma siedzieć cicho i płacić. Albo po prostu ktoś kto pisał ten tekst ma jakieś kompleksy.

    • 2
      Dobrawa Alaborska-Rzechaczek

      To prawda, lubimy kiedy klienci nam płacą 🙂 Ale nie muszą wcale siedzieć przy tym cicho. Wręcz przeciwnie – im więcej mówią tym dla nich lepiej! Możemy wtedy poznać ich biznesowe plany i precyzyjnie dopasować strategię promocji. Wychodzimy z założenia, że na swoim biznesie to klient zna się lepiej i mamy nadzieję, że jest w nim zakochany, tak jak my w naszej marce – do szaleństwa! Wiemy wtedy, że współpraca będzie owocna i cieszymy się, że dzięki naszym usługom możemy pomóc mu rozwinąć skrzydła. Nieskromnie myślę, że dzięki takiemu właśnie podejściu liczba wypozycjonowanych przez nas stron stale rośnie, a nasi klienci polecają nas dalej. Dobrze obsłużeni „Gangsterzy” również.
      PS. Ktoś, kto pisał ten tekst nie ma kompleksów. Potwierdzone info! 😉

    • 4
      Dobrawa Alaborska-Rzechaczek

      Całe szczęście najwięcej mamy tych życzliwych i chętnych do współpracy – uff! Dziś klienci są też coraz bardziej świadomi i chętnie korzystają z możliwości poszerzania wiedzy – dopytują, śledzą raporty, chcą wprowadzać zmiany i częściej mówią o swoich potrzebach. Dzięki temu łatwiej nam zrozumieć ich biznes, a nasze działania mogą być bardziej efektywne.

  2. 9
    Sebastian

    Fajny wpis 🙂 takich klientów można chyba spotkać w każdej branży. Całe szczęście, bynajmniej u mnie jest to zdecydowana mniejszość.

  3. 11
    Kamil

    „Gangsterzy” to moi ulubieni Klienci. Raz dotarła do mnie umowa z podpisem Klienta i 10 minut później był telefon i straszenie pozwami, że niby to i tamto popsuliśmy 😉

    • 12
      Dobrawa Alaborska-Rzechaczek

      Och, tak! Podpisanie umowy to też moment, w którym klient zaczyna się bardziej interesować swoją stroną i chce „pomóc”. Niespodziewane usuwanie podstron, czasowe wyłączanie całej strony, nieopłacenie domeny i tak dalej – klienci często sami sobie robią krzywdę i łatwo im wtedy zrzucić winę na agencję. Zwykle staramy się posprzątać zanim klient chwyci za słuchawkę, ale nie zawsze się to udaje 😉

  4. 13
    Best Owl Wągrowiec

    Mogliście jeszcze wspomnieć, że trafiają się combosy. Takim klientom powinno się podwajać stawkę. Miałem taki przypadek mściciel-gangster. Oczywiście z najniższym pakietem. Cieszyłem się wręcz gdy wypowiedział umowę.

    • 14
      Dobrawa Alaborska-Rzechaczek

      Mściciel-gangster? Nie chciałabym go spotkać na swej drodze 🙂 Myślę również, że to dość charakterystyczne, że klienci tak wyjątkowi mają najczęściej najniższy pakiet.

  5. 15
    Marcin

    Proponuje zrobić taki artykuł o rodzajach agencji pozycjonerskich z zaznaczeniem jak postrzegana jest Wasz firma.
    W każdym biznesie spotyka się różnych ludzi i trzeba ich znosić dlatego nie uważam, że śmianie sie z nich na forum jest dobrym pomysłem. O dzisiaj wiem, że jestem „ofiarą” choć mam nadzieje, że nie Waszą bo właśnie podpisałem umowę.

    • 17
      Dobrawa Alaborska-Rzechaczek

      Marcinie, to dobry pomysł, agencje SEO też bywają upiorne, choć na szczęście jest ich na rynku coraz mniej 🙂
      Wszystkich klientów znosimy – co więcej, wszystkich obsługujemy tak samo cierpliwie i skrupulatnie, niezależnie od tego ile nam płacą, z jakim pomysłem do nas przychodzą i jaki poziom sobą reprezentują. Musimy jednak zachować zdrowy dystans i czasem się z tego wszystkiego po prostu pośmiać 😉

+ Napisz komentarz